Klub Wodny Żabi Kruk

Stowarzyszenie Kultury Fizycznej "Klub Wodny Żabi Kruk" aktualnie zrzesza około 60 osób. Jest członkiem Polskiego Związku Kajakowego. Działalność statutowa gdańskiego klubu ma charakter NON-PROFIT i obejmuje wspieranie i upowszechnianie kultury fizycznej i sportu. Przejawia się ona w nauce i doskonaleniu umiejętności pływania kajakiem każdego typu. Pływamy po wodach nizinnych i górskich. Kajakarzy z Żabiego Kruka można także spotkać na morskich wodach Zatoki Gdańskiej.

Ponadto na przystani klubu można skorzystać z usług wypożyczalni kajaków i zobaczyć Gdańsk z kajaka. 

Wrześniowa Marózka z Łyną i Pasłęka
26-27 września 2009 r.

Kiedy opadły emocje związane z organizacją i przebiegiem OMPIKu, uznaliśmy, że teraz trzeba popłynąć gdzieś dla przyjemności. Już na mistrzostwach nadarzyła się ku temu okazja, ponieważ zostaliśmy zaproszeni na warmińsko-mazurskie rzeki przez Canisa - tamtejszego przewodnika turystycznego, zapalonego kajakarza i przyjaciela klubu. Zebrała się grupa utytułowanych Instruktorów Rekreacji Ruchowej (w tym Ratowników) i Jola - niemalże debiutantka w jednoosobowym kajaku.

W piątek wieczorem dotarliśmy Starych Jabłonek. Kiedy w sobotni poranek Canis przywitał nas sygnałem pobudki odegranym na trąbce, w powietrzu zapachniało przygodą. Na chwilę powróciły wspomnienia harcerskich wypraw, które wprawiły nas w znakomity nastrój. Zapowiadał się udany weekend. Pełni radosnego oczekiwania pojechaliśmy do Swaderek, gdzie zwodowaliśmy się na Marózkę. Była piękna pogoda. Świeciło słońce, było przyjemnie i ciepło jak na tę porę roku. Liście drzew powoli zaczynały tracić swą soczystą zieleń na rzecz cieplejszych odcieni żółtego i brązu. Na początku rzeka była dość płytka, ale nie na tyle, żeby utrudnić jej spłynięcie. Po chwili wpłynęliśmy na leśny odcinek, na którym miejscami woda zaczynała nieco przyspieszać.

Ponieważ szlak został już przetarty przez komercyjne spływy kajakowe (zlikwidowano naturalne przeszkody) mogliśmy chłonąć otaczające nas piękno przyrody, a także zająć się szkoleniem uczestników, którzy wymagali odpowiedniego przeszkolenia. Oczywiście przy takiej proporcji ilości instruktorów do uczestników wiadomo jaki los spotkał szkolonych ("dłuższe pociągnięcia wiosłem!, nie kontruj tylko popatrz za tym wiosłem, bo Cię obróci..., no i pochyl się do przodu-kobieto puchu marny") dalsze elementy szkolenia zostały pominięte ze względu na możliwość utraty walorów niniejszej relacji ...

Minęliśmy niewielkie Jezioro Święte, aby znów znaleźć się na Marózce, która tym razem była spokojna i głęboka. Po chwili dopłynęliśmy do gospodarstwa rybnego w Kurkach, gdzie przenosimy kajaki i po niedługim odcinku (przed mostem w Kurkach) wpływamy do Łyny. Za Kurkami rzeka rozszerza się, przechodząc w zatokę Jeziora Łańskiego. Tu czeka nas spora przeprawa (prawie 9 km) pod lekko boczny wiatr. Mimo trudu pokonania etapu jakim jest jezioro, widzimy pozytywne strony tej sytuacji. Jesteśmy w jednym z najpiękniejszych zakątków Pojezierza Olsztyńskiego. Jezioro jest bardzo czyste, otoczone lasami z linią brzegową urozmaiconą malowniczymi półwyspami - raj dla wędkarzy. Występują tu: sieje, sielawy leszcze, okonie, szczupaki, płocie, liny i węgorze. Lasy na wschodnim brzegu objęte są ochroną w rezerwacie "Las warmiński". Można tu spotkać moc ptactwa wodnego tj.: czapla siwa, kormoran, perkoz, dzika kaczka krzyżówka, łyska, cyranka oraz mewa śmieszka i rybitwa oraz ptactwo szlachetne (orły bieliki, kanie, myszołowy, żurawie). Mijamy Ośrodek Prezesa Kancelarii Rady Ministrów w Łańsku. Wkrótce odnajdujemy w trzcinach wypływ Łyny i kierujemy się w stronę Jeziora Ustrych. Płyniemy podziwiając krystalicznie czystą wodę, w której pływają spore ryby. Po chwili znajdujemy się na leśnym Jeziorku Ustrych, za którym przy małej elektrowni przenosimy kajaki. Znajdujemy się na terenie rezerwatu, a przed nami przełom Łyny. Wpływamy w ciemny, głęboki jar otoczony poszarpanymi brzegami, które porośnięte są wysokim, sosnowo-świerkowym borem. Zaczynają się zwalone drzewa i bystrza. To groźne i piękne miejsce jest rajem dla IRR-ów (Instruktorów Rekreacji Ruchowej o specjalności kajakarstwo). Można potrenować techniki zwałkowe. No i oczywiście przeszkolić uczestników. Za pomocą "glusi", "żółwików", "dzióbków" i różnych skoków pokonujemy kolejne przeszkody.

Niestety następną przeszkodą zaczyna być zachodzące słońce, które wróży rychłe zapadnięcie zmroku. Z powodu zapadających ciemności niestety większość przeszkód zaczynamy pokonywać wychodząc z kajaków, przeciągając je nad lub pod drzewami. Około siedmiokilometrowy odcinek przełomu kończymy w Rusi w całkowitych ciemnościach (uzbrojeni w dwie lampki czołowe) ok. godz. 22.00. Plan dnia obejmował zakończenie spływu około godz. 18.00, wieczorny spacer po olsztyńskiej starówce, kolację i gitarowy wieczór przy ognisku. Niestety tego punktu programu już nie zrealizujemy. Ale jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. Wiemy, że możemy na siebie liczyć. Kolejny raz zapaleńcy z Żabiego Kruka dzięki wsparciu i wzajemnej pomocy pokonali trudy następnego, zwałkowego spływu. Okazuje się, że pokrzykujący za rufą IRR to też człowiek, który ma serce i w trudnej sytuacji przyjdzie z pomocą.

W drodze powrotnej do Starych Jabłonek zaliczamy skróconą wersję wieczornego spaceru po Olsztynie. Przejeżdżając przez miasto  Canis z drugiego samochodu przez krótkofalówkę opowiada o mijanych zabytkach. Zmęczeni i zadowoleni wracamy, żeby chwilę odpocząć przed jutrzejszym dniem.

W niedzielę rano dla odmiany budzi nas cudowny zapach jajecznicy i ciepłego kakao. Po śniadaniu pakujemy się i wyruszamy do Łukty, gdzie wodujemy się na drugą obok Łyny, główną rzekę Warmii - Pasłękę. Cały bieg rzeki objęty jest rezerwatem przyrody "Ostoja bobrów na rzece Pasłęce". Dwieście jedenaście kilometrów zakrętów, leniwa śródpolna rzeczka, kręta, dzika, nieprzystępna, dynamiczna niczym górski potok, momentami przełomowa. Taka właśnie jest rzeka Pasłęka. My oczywiście wybieramy odcinek przełomowy i tym razem w świetle dnia pokonujemy naturalne przeszkody. Po wczorajszych emocjach dzisiejsze trudy wydają się być przyjemnością. Pogoda nam sprzyja, jest ciepło, słońce ogrzewa i suszy przez gdzieniegdzie żółknące korony drzew. Suszenie odgrywa niewielką rolę, ponieważ "glusie" (i to czasem bardzo mokre) ścielą się gęsto. Dominują różnego typu skoki, a także dość widowiskowe "żółwiki". Zazwyczaj widok dna kajaka na rzece to wywrotka oraz nagła i niespodziewana kąpiel w zimnej wodzie, ale w tak zacnym gronie jest dowodem na pełną kontrolę nad sytuacją oraz na duże umiejętności w pokonywaniu zwałek. Okazuje się, że "żółwika" można zrobić nawet kajakiem SOLO, który zasłużył sobie tym na miano pogromcy rzek.

W miłej atmosferze, wczesnym popołudniem kończymy nasz spływ i wracamy do Łukty na pyszne pierogi, kawę, lody i szarlotkę. Gdy słońce zaczyna chylić się ku zachodowi, żegnamy się z naszym nieocenionym przewodnikiem i gospodarzem, i odjeżdżamy do Gdańska.

Opisała : J. Frankowska

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Klub Wodny Żabi Kruk Gdańsk - czyli Kajaki w Trójmieście.

tel.: 58 305 73 10
email: biuro@zabikruk.pl