Klub Wodny Żabi Kruk

Stowarzyszenie Kultury Fizycznej "Klub Wodny Żabi Kruk" aktualnie zrzesza około 60 osób. Jest członkiem Polskiego Związku Kajakowego. Działalność statutowa gdańskiego klubu ma charakter NON-PROFIT i obejmuje wspieranie i upowszechnianie kultury fizycznej i sportu. Przejawia się ona w nauce i doskonaleniu umiejętności pływania kajakiem każdego typu. Pływamy po wodach nizinnych i górskich. Kajakarzy z Żabiego Kruka można także spotkać na morskich wodach Zatoki Gdańskiej.

Ponadto na przystani klubu można skorzystać z usług wypożyczalni kajaków i zobaczyć Gdańsk z kajaka. 

MIĘDZYNARODOWY SPŁYW KAJAKOWY NA DUNAJCU

11-14 czerwca 2009 r.

 

Już w maju grupa klubowiczów Żabiego Kruka zaczęła rozważać udział w tegorocznym Międzynarodowym Spływie Kajakowym na Dunajcu. Temat ten przewijał się w każdą klubową środę. Zainteresowanie nowicjuszy podsycały opowieści osób, które brały już udział w tej imprezie. Chęć przeżycia nowych emocji i sprawdzenia się, brała górę nad obawami - przecież to duża górska rzeka, wymagająca doświadczenia i umiejętności. Wreszcie zapadły decyzje o uczestnictwie i doborze sprzętu pływającego dla uczestników. 

Zaplanowaliśmy przepłynąć trzy etapy spływu:

11 czerwca - I etap 23 km Nowy Targ- Mizerna

12 czerwca - II etap 22 km Sromowce Wyżne - Krościenko n/D

13 czerwca - III etap 25 km Krościenko n/D - Jazowsko

Uznaliśmy, że zrezygnujemy z udziału w pozostałych konkurencjach (wyścigi, slalom). Nie uzyskamy dodatkowych punktów, ale samo spłynięcie wybranych odcinków stanowi swego rodzaju wyzwanie.

Nocą z 10-11 czerwca dotarliśmy do Nowego Targu, gdzie rozpoczynała się trasa spływu.

I wreszcie "zaczęło się"... Po uroczystym otwarciu nastąpiło wodowanie kajaków. Obawy narastały, emocje potęgował szum wody spadającej z pobliskiego progu i widok kamienistego dna, tak, że chwilami wkradał się strach. Ale odwrotu już nie ma -płyniemy !!! Tak jak opisywały przewodniki rzeka miała wartki nurt i płynięcie wymagało sporej koncentracji. W początkowym etapie przenosiliśmy kajaki przez kilka progów wodnych. Dalsza trasa obfitowała w coraz to kolejne "straszne miejsca", które zaczęliśmy nawet numerować  ;-) Najtrudniejszym miejscem tego dnia okazały się kamieniste przełomy, powodujące przerzucenie nurtu od brzegu do brzegu w okolicach Dębna. Na brzegu zgromadzonych było sporo kibiców, którzy zagrzewali nas do zmagania się z przeszkodą. Wszystkim klubowiczom udało się pokonać tę kipiel i nawet pomagaliśmy łowić części bagażu kajakarzom, którzy mieli mniej szczęścia. Niebawem dopłynęliśmy do sztucznego jeziora Czorsztyńskiego. Płynąc po tafli jeziora mogliśmy podziwiać z oddali zabudowania wsi Frydman z gotyckim kościołem i obronnymi kasztelami górującymi nad wałem ochronnym. Kiedy minęliśmy Ptasią Wyspę osiągnęliśmy cel pierwszego etapu - Metę w Mizernej. Stamtąd zostaliśmy przewiezieni na biwak do Sromowców Wyżnych. Humory dopisywały i wieczór zakończyliśmy śpiewami przy akompaniamencie gitary. Jutro czekał nas najpiękniejszy etap spływu - malowniczy przełom Dunajca.

Rano, po śniadaniu i zwinięciu biwaku wypłynęliśmy na szlak. Niedługo naszym oczom ukazały się wrota przełomu pod Ostrą Skałą. Wpłynęliśmy w niesamowity, kręty i skalisty wąwóz o długości około 9 kilometrów. Podziwialiśmy ten wąwóz otoczony kilkusetmetrowymi ścianami, których wapienne urwiska były przepięknie porośnięte lasami. Nasze kajaki wydawały się być zupełnymi drobinkami wśród tych skał. Może dlatego turyści wiezieni na flisackich tratwach pozdrawiali nas z uznaniem

Urzeczeni pięknem krajobrazu postanowiliśmy zatrzymać się przy osnutych legendą skałkach Zbójnickiego Stoku z odciskiem stopy Janosika, który w tym miejscu przeskoczył Dunajec.

Wkrótce rzeka zwróciła się ku północy i naszym oczom ukazała się piękna panorama masywu Trzech Koron zwieńczonych strzelistymi, wapiennymi turniami. U stóp Trzech Koron rozpoczyna się właściwy Przełom Dunajca. Nurt nabiera tu nagłego przyspieszenia, a po obu stronach rzeki wyrastają skaliste zbocza. Dunajec opływa kolejno Klejową oraz Holicę, w której zboczach wznoszą się skałki zwane Siedmioma Mnichami. Wijąc się pośród pienińskich szczytów Dunajec zostawia po lewej stronie ujście Pienińskiego Potoku i przewija się pod imponującą, strzelistą iglicą Sokolicy. Na zakolu po minięciu Sokolicy przepływamy nad najgłębszym miejscem na całej trasie spływu. Po wykonaniu gwałtownego zwrotu dopływamy do końcowej flisackiej przystani słowackiej. Granica polsko - słowacka opuszcza tutaj Dunajec i odbija w prawo. Z wolna wypływamy ze skalistego wąwozu mijając jeszcze przeprawę turystyczną na Dunajcu. Nurt łagodnieje i w przeciągu kilku minut dopływamy do przystani w Szczawnicy. Tu kończy się trasa flisackich tratw, ale my płyniemy dalej do Krościenka, gdzie znajduje się meta naszego dzisiejszego etapu. Ten dzień także obfitował w "straszne miejsca", ale byliśmy urzeczeni pięknem krajobrazu i może dlatego wydawały się one nam "mniej straszne". W Krościenku mieliśmy zarezerwowane kwatery u sympatycznej pani Góralki i tym razem nie skorzystaliśmy z biwaku pod namiotami. Wieczorem wybraliśmy się na zwiedzanie Krościenka, ale szybko wróciliśmy ponieważ następnego dnia czekał nas szlak do Jazowska.

Rano wyruszyliśmy na ostatni etap naszego spływu. Mając w pamięci przepiękne widoki z Przełomu Dunajca oraz fakt pokonania dwóch poprzednich etapów, zapomnieliśmy już o emocjach jakie towarzyszyły nam w Nowym Targu. Zrobiła się wycieczkowa atmosfera, pełna luzu i rozprężenia, a rzeka nadal płynęła wartko, gdzieniegdzie wyłaniały się kamienie, głazy i bystrza. Takie okoliczności wskazywały na to, że coś się jeszcze wydarzy ;-). W tej sytuacji, Tomek wziął na siebie obowiązek wykonania honorowej kabiny ... Miał do przetestowania nowe long-johny i nastąpiła ku temu znakomita okazja. I choć nie było to zaplanowane, wszystko przebiegło bezpiecznie, a test nowego stroju wypadł pomyślnie. Jakby tego było mało, tuż przed metą, cyrkową wysiadkę z kajaka zaliczyła Rybka zwana Wanną czyli Jolka. Sytuacja była przekomiczna: Było to coś jakby zawiśnięcie na kamieniu z rozpaczliwą próbą wyratowania się, ale bez podtopienia Agnieszki. Widok tej ewolucji obezwładnił śmiechem zarówno Jolkę jak i wszystkich obserwatorów. Na szczęście nic się nikomu nie stało i z wielkim rozbawieniem zameldowaliśmy się na mecie w Jazowsku.

Ten wieczór obfitował jeszcze w inne atrakcje, szczególnie podczas pożegnalnego spaceru po Krościenku. Najmilej wspominamy wizytę w miejscowym salonie gier zręcznościowych, pobyt w cukierni na zasłużonych deserach lodowych i na koncercie lokalnej orkiestry dętej.

Ostatniego dnia, zaczęliśmy myśleć o powrocie, bo czekała nas długa droga. Przed południem postanowiliśmy jeszcze wypożyczyć rowery i udać się na wycieczkę ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru. To był wspaniały pomysł! Górską ścieżką jechaliśmy wzdłuż przełomu Dunajca i mogliśmy podziwiać jeszcze raz te urzekające widoki z zupełnie innej perspektywy. Po południu pożegnaliśmy się ostatecznie z uroczymi Pieninami, które długo jeszcze pokazywały się nam w oknach samochodu. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Wadowicach na wadowickich kremówkach, które były znakomitym zakończeniem naszej przygody na Dunajcu.

Opisała: J. Frankowska

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Klub Wodny Żabi Kruk Gdańsk - czyli Kajaki w Trójmieście.

tel.: 58 305 73 10
email: biuro@zabikruk.pl